Jak reagują władze państwa, gdy wszelkie możliwe środki stosowane podczas prowadzenia śledztw, zawodzą? Co dzieje się, kiedy wszczęte postępowanie zmierza donikąd z powodu braku konkretniejszych śladów? Czy dobre imię organów śledczych kraju może zależeć od zdolności jednego człowieka? Zobaczcie sami…
Główny wątek fabularny tej części sagi dotyczy osoby pana Bromsby’ego, gospodarza Sherringford Hall. Cała historia rozpoczyna się w maju 1897 roku, kiedy to Sherlock zostaje zaproszony – wraz z doktorem Watsonem – na wystawne przyjęcie, którego priorytetowym celem jest uczczenie szczęśliwego powrotu do Anglii córki właściciela domu, Lavinii. Jednak podczas uroczystości detektyw Holmes chwilowo skupia całą swą uwagę na pewnej damie. Tą szczęściarą jest znana piosenkarka, Gallia, występująca tutaj okolicznościowo. Wnet, ni stąd, ni zowąd, do uszu zgromadzonego towarzystwa dobiega odgłos wystrzału! Podnosi się wrzawa i chaos. Po kilkunastu sekundach na twarzach zaproszonych gości pojawia się dezorientacja połączona z niedowierzaniem, zaś obok mównicy… ciało gospodarza.
Przy okazji, warto tu również wspomnieć o jednej ciekawostce. Otóż scenariusz od A do Z pisali fani postaci Sherlocka Holmesa (!), ludzie którzy każdą jego historię znają niczym własną kieszeń. Podoba się Wam? Tak? Więc czytajcie dalej, bo gierka jest naprawdę fajna, ale przeznaczona WYŁĽCZNIE dla tych obdarzonych anielską cierpliwością, skłonnością wciskania nochala we wszelkie możliwe zakamarki i umiejętnością wychwytywania niemal niewidocznych dla większości szczegółów. Ostrzegam – reszta graczy woląca gry typu Syberia, gdzie akcja ma o wiele szybsze tempo, uśnie przy AoSH: TSE.
Pierwsza myśl, jaka nasuwa się zaraz po obejrzeniu intra jest taka, że owo wprowadzenie, delikatnie mówiąc, jest przydługie i mało interesujące, przez co trochę zniechęca do samej gry. Główny bohater zapoznaje się z listem, potem z dr Watsonem udają się na przyjęcie w Sherringford Hall, gdzie prowadzą żmudną wymianę zdań aż do chwili, kiedy następuje wyżej opisana tragedia. I tylko tyle zobaczymy w prawie 6 minutowej (!) wstawce FMV. Straszne!
A propos owych sekwencji filmowych, nie wyszły one jakoś rewelacyjnie z uwagi na to, iż widać w nich pewną sztuczność, a jakość wykonania, zwłaszcza samych facjat i mimiki, wzbudza mieszane uczucia. Na pewno nie staną one w szranki z tymi, które oglądaliśmy podczas pykania we wspomnianą już Syberię czy kolejne części Final Fantasy. Ale o tym w dalszej części recenzji...


Earthsiege 2