Kto nie lubi podróży? No, może i znajdą się tacy, bo na przykład uprzykrza im je choroba lokomocyjna albo generalnie niechętnie wyskakują z ciepłych papuci i fotela ustawionego vis-a-vis telewizora. Jednak większość z nas marzy o tym, by przemierzać dalekie kraje, poznawać obce obyczaje, kosztować orientalnych potraw, podziwiać zabytki i krajobrazy – słowem - zwiedzać świat. W towarzystwie bohaterów Juliusza Verne'a mieliśmy okazję uczynić to już kilkakrotnie, nie tylko podczas lektury książki, ale i paru filmów, w tym również animowanych. Zdążyła się już też pojawić adresowana do najmłodszych gra komputerowa z Phileas'em Fogg'iem w roli głównej (W 80 dni dookoła świata). Tym razem jednak, mimo tytułowych 80 dni, fabuła kolejnej gry nie odtwarza perypetii znanego wszystkim angielskiego dżentelmena i jego zabawnego służącego, choć nawiązań do pierwowzoru znajdziemy w niej bez liku.
Bohaterem tej przygody jest młody przystojniaczek Oliver Lavisheart, który pragnie uniknąć zaplanowanego przez rodziców ożenku. Ze swym problemem zwraca się do stryjka, inżyniera wynalazcy, niegdyś podobnego jak on szaławiły. Obaj panowie zawsze świetnie się rozumieli, toteż Mathew natychmiast wysyła bratanka w bardzo długą i daleką podróż, pod pretekstem odszukania zaginionych patentów i ratowania reputacji oraz finansów wujaszka. Oliver swój niespodziewany wojaż rozpoczyna dokładnie 27 lat po wyprawie Fogga, oczywiście tą samą trasą. Przemierzając wraz z nim setki kilometrów, odwiedzimy Kair, Bombaj, Jokohamę i San Francisco, korzystając z trzech zasadniczych środków lokomocji, czyli pociągu, sterowca i okrętu. Jednak ponieważ wspomniane metropolie są dość obszernych gabarytów i po nich niekoniecznie musimy poruszać się per pedes. Za stosowną opłatą możemy wynająć wielbłąda, różnego rodzaju riksze, samochód, zmechanizowaną oponę (bardzo przyjemne wrażenia z jazdy) czy wreszcie latający z niezłą prędkością dywan. Dane będzie nam nawet wypróbować kołyszącego się dostojnie słonia.
Oczywiście, by cała wyprawa mogła zakończyć się sukcesem, nasz globtroter wzorem Fogga musi zmieścić się w 80 dniach. Po nich sprawa tytułu wuja stanie na wokandzie, a bez dostarczonych przez bratanka dokumentów nie ma szans na wygranie procesu. W związku z czym przez całą rozgrywkę tyka nam nad uchem zegar, odliczający upływające dni i porównujący nasze tempo podróży do przemieszczania się słynnego poprzednika. Jego nazwisko przewija się zresztą przez całą przygodę. Natykamy się na ludzi, którzy niegdyś go spotkali, są aktualną narzeczoną jego służącego bądź synem tropiącego go onegdaj inspektora Fixa. Zresztą ów Fix junior (notabene dość zaawansowany już wiekiem wrednolec) depcze nam nieustannie po piętach i to zarówno z powodu odziedziczonej najwyraźniej po tatusiu animozji do podróżujących wokół globu jak i osobistej ansy do Mathew Lavisheart'a. Szczęśliwie podczas poszukiwań trafimy także na przyjaciół wuja, którzy pomagają nam czy to w kwestii odnalezienia patentów, czy też po prostu wykaraskać się z tarapatów, w jakie co i rusz będziemy się pakować.
Rzecz jasna, nie wszyscy czynią to bezinteresownie. Jak to bowiem dla przygodówek typowe, jeśli chcemy uzyskać od kogoś jakiś przedmiot, informację czy wskazówkę, również musimy coś dla niego zrobić, w przeciwnym wypadku, jak mawia Oliver „byłoby to zbyt proste”. Zadań, jakie los postawi przed nami jest spora różnorodność – a to będziemy uwalniać zatrzaśniętego w klopie przedsiębiorcę budowlanego, a to uratujemy amerykańskiego pułkownika przed zakusami wampira, a to umożliwimy arabskiej piosenkarce Szeherezadzie występ w katakumbach lub powstrzymamy nieszczęśliwie zakochanego oficera sił powietrznych przed popełnieniem samobójstwa w wyniku zjedzenia rozmiękłych żelek. Wręcz permanentnie trapiącą nas plagą okażą się nieustanne opóźnienia w podróży, w związku z czym co i rusz zgłosimy się na ochotnika, by naprawiać różne - generalnie obce nam co do idei ich działania - ustrojstwa jak: radar, pompa wodna czy system ożaglowania. Nie poskąpiono nam też typowo logicznych łamigłówek, choć nie powiem, żebyśmy nimi akurat byli specjalnie rozpieszczani. Przyjdzie nam za to poprowadzić sterowiec wśród stada dzikich ptaków, zatankować w powietrzu, załatać przeciek w burcie i przegonić burzę. Do tego wszystkiego nie zabraknie momentów, kiedy zmuszeni będziemy się gdzieś zakraść (w tym nawet do pałacu Szoguna), włamać czy przeniknąć niezauważonymi. A jeśli nie lubimy się skradać, to zawsze możemy spróbować przekupstwa, a w ostateczności odsiedzieć swoje w więzieniu. Kapitalną sprawą w tym wszystkim są liczne przebieranki Olivera, którego obejrzymy w wersji: policjant, samuraj, gejsza, Indianin i murzyńska sprzątaczka, zwłaszcza jako ta ostatnia, kołysząc fachowo obfitymi biodrami jest po prostu rewelacyjny.

