Zapowiedź
- Aliens: Colonial Marines
- PC
Aliens: Colonial Marines
16.01.2009 00:01
Więcej na temat:
Aliens: Colonial Marines
- Developer: Gearbox Software
- Platformy: PC PS3 X360
- przejdź do karty gry
Wprawdzie zapowiadany Aliens: Colonial Marines to historia przedstawiona jedynie od strony Obcych oraz Marines (Predzio zapewne zapił i przegapił casting, teraz biedny musi czekać kolejne 8 lat na AvP3), ale za to historia niesamowicie rajcowna dla każdego maniaka podwójnych szczęk, smart gunów oraz doprowadzających do nerwowych drgawek pikań w czujnikach ruchu. Pamiętacie mniej więcej fabułę drugiej części Obcego? (Niech mi ktoś napisze, że nie, to zagryzę). Po rozwaleniu mamuśki Ripley wraz z Newt oraz Hixem odlatują w błogim śnie szukać wreszcie spokoju (jak wiemy, nie skończyło się to za wesoło), zostawiając jednak opustoszały okręt wojenny U.S.S. Sulaco gdzieś w przestrzeni kosmicznej nad LV-426. To właśnie na jego sygnał alarmowy odpowiadają USCM (United States Colonial Marines) i czym prędzej przybywają na ratunek, nie mając zielonego pojęcia, o tym co się wydarzyło. Nietrudno się domyśleć, że miast komitetu powitalnego i uradowanej załogi przywita ich przerażająca pustka, ciemne wąskie korytarze oraz… no właśnie. Czujecie ten klimat? Bo ja jak najbardziej. Gdy dodamy do tego, że fabułę tworzą panowie Bradley Thompson i David Wedle, odpowiedzialni między innymi za skrypty do takich produkcji jak Battlestar Galactica i Star Trek: Deep Space Nine, możemy być co najmniej pewni mocnych wrażeń.
Ale dobra, dobra, bo ja się tu ślinię jak kolega Karis na myśl o kolejnym felietonie, a tak naprawdę nie zostało napisane, czym Aliens: Colonial Marines w zasadzie będzie. A będzie to FPS. Właściwie nazwałbym to survival horrorem z pierwszej perspektywy z elementami strzelanki. Powiedzmy sobie szczerze, że gra ta ma przede wszystkim rozbudzić nasze komórki odpowiedzialne za lęk, nie zaś zmęczyć dłoń ciągłym celowaniem. Oddział marines, którym przyjdzie nam zmierzyć się z hordami przerażających Xenomorphów, liczy sobie zaledwie 4 członków (dosyć mało, szczególnie gdy weźmiemy pod uwagę scenerię ich „manewrów”. Trzeba jednak pamiętać, że żołnierze zostali wysłani jedynie ze standardową misją ratunkową i raczej nie przewidywali spotkania najbardziej krwiożerczej formy życia we wszechświecie), ale – co ważne – graczowi przyjdzie się wcielić w każdego z nich po trochu. Standardowo każdy marine będzie specjalizował się w odmiennej technice walki na odległość. Można się domyślić, że będziemy tu mieli typowego żołnierza, machine gunnera, zapewne coś na wzór inżyniera, a może i nawet strzelca wyborowego (na statku się pewnie nie przyda, ale gra przewiduje też etapy w kolonii Hadley’s Hope na słynnym księżycu LV-426, gdzie pierwszy raz Kane zapoznał się bliżej z twarzołapem – to miejsce zresztą też przyjdzie nam zwiedzić). Autorzy zapewniają, że zmiany postaci będą nam towarzyszyć dosyć często, w zależności od sytuacji, w której się znajdziemy. Na nudę więc raczej nie ponarzekamy.
Jeśli już przy żołnierzach jesteśmy, nie można zapomnieć o używanych przez nas zabawkach rodem z filmowej sagi. W grze nie zabraknie nieśmiertelnych już karabinków pulsacyjnych, smart gunów, znanych z finałowej sceny „Aliens” miotaczy ognia M240 czy kojarzonego choćby z AvP2 komputera do hackowania zamkniętych zamków oraz palnika laserowego. Oczywiście nie obędzie się też bez genialnego i kultowego już czujnika ruchu. Każdy, kto zagrywał się w AvP, wie, jak genialny klimat tworzy ta zabawka.




