Oglądaliście choć jeden odcinek tego serialu „Alias”? To znaczy, serialu „Agentka o stu twarzach” czy jakoś tak? Bo ja akurat właśnie jeden odcinek oglądałem. Taka sobie szmira telewizoryjna, babsko-szpiegowsko-sensacyjna. Ludzie się nią zachwycają, choć moim zdaniem z tych klimatów „Nikita” jest lepsza – przynajmniej Peta Wilson nie ma ust, które wyglądają jakby je zbyt długo trzymano przy rozgrzanym żelazku. Dla niektórych jednak Jennifer Garner, odtwórczyni głównej roli w „Alias”, czyli podwójnej agentki Sidney Bristow, to całkiem niezła cizia (na przykład dla Imperatora...), a jak powszechnie wiadomo, niezłe cizie całkiem dobrze wypadają w grach komputerowych, zwłaszcza jeżeli mają czym oddychać, noszą szorty i dwie wielkie spluwy.
Acclaim jest własnością tego samego giganta medialnego co telewizja ABC, producent serialu. Gigant ten, Disney Interactive, wymyślił, że może zarobić jeszcze trochę zielonych na agentce Bristow. Postanowiono spłodzić grę Alias. Dookoła powiedzmy-że-seksownej głównej bohaterki trzeba było zmontować jakieś scenerie i przyoblec to w jakiś konkretny gameplay, i tym zajęło się studio Acclaim Cheltenham, do fabuły natomiast zaprzęgnięto konie robocze z serialowego teamu scenarzystów. Nawet aktorów zmuszono do podłożenia głosów, żeby tylko jeszcze bliżej związać gierkę z serialem, a przez co zwiększyć jej szanse na sklepowych półkach. Ogólny pomysł sprowadza się do stworzenia czegoś na kształt Splinter Cell, tylko że zamiast twardziela Fishera z głosem Michaela Ironside’a będzie tu agenta Bristow przebierająca się w różne ciuchy. Więcej też ma być nawalania się po mordach, a mniej skradania i myślenia, bo Alias kierowana jest do wielbicieli serialu telewizyjnego, a nie do fanów gier, więc nie można ich zmuszać do zbyt wielkiego wysiłku intelektualnego (dużo akcji i uwydatniony biust agentki Bristow powinny im wystarczyć – w przypadku Tomb Raidera ten combos działał przecież całkiem nieźle).
Fabuła jest mętna jakaś i kompletnie dla mnie niezrozumiała. Ta cała Sidney pracuje dla CIA, a jednocześnie dla jakiegoś SD-6, które jest organizacją przestępczą (tak jakby to pierwsze było czymś innym...). SD-6 kieruje Arvin Sloane, miły starszy pan, do którego Bristow ma jakąś antypatię i chce go wykończyć. Oczywiście w grze pojawi się o wiele więcej różnych postaci z serialu, ale i tak chodzi tu o mecz bokserski Bristow vs. Sloane, więc są oni mało ważni, tak samo jak terroryści, których to agentka będzie biła w trakcie przechodzenia przez poszczególne poziomy. A skoro już przy tym jesteśmy – zabawną mi się wydała jedna rzecz. Mianowicie, autorzy w teczce personalnej agentki Bristow umieścili informację, że jest ona ekspertką walki ulicznej wyćwiczoną w Krav Maga – izraelskim „combacie” stworzonym właśnie na taką okoliczność (którego skuteczność jest dyskusyjna). Niech będzie. Tylko dlaczego na wielu screenach kobieta ta robi nie wiadomo jakie szpagaty i efektowne kopnięcia na głowę, skoro w Krav Maga takich high-kick’ów jest jak na lekarstwo, a jeżeli chodzi o widowiskowość, to powszechnie się uważa, że jest to jeden z najbrzydszych systemów walki? Odnoszę wrażenie, że całą tę Kravkę wrzucono tu tylko, żeby samą profesjonalną nazwą ogłupić graczy. Ciekawe, czy podobnie ma się sprawa z długą listą supertajnych i niesamowitych gadżetów, z których korzystać ma bohaterka Alias?
Dobra, psioczę i psioczę – czy w tej grze nie ma żadnego fajnego pomysłu? A owszem, jest, bo w końcu Acclaim to nie jacyś nowicjusze i na grach się znają. Najfajniejszym chyba rozwiązaniem, które swój debiut będzie miało właśnie w Alias jest podwójna kamera. Trick ten polega na tym, że w bardziej emocjonujących sytuacjach ekran podzieli się nam na części – na jednej z nich będziemy widzieli skradającą i czającą się agentkę, na drugiej jej cel – strażnika, ochroniarza (lub też automat z napojami...). Dzięki takiemu rozwiązaniu będziemy mogli odpowiednio zareagować na działania wroga i zgrać sobie wszystko ładnie w czasie.
Przyjemną sprawą może też być system walki, w którym oprócz naturalnej broni w stylu pięści, stóp, kolan i łokci będziemy mogli użyć także oręża improwizowanego – czyli różnych przedmiotów, które nawiną nam się pod rękę. Doniczka z paprotką, wysłużony mop pozostawiony przez sprzątaczkę, czy też wyściełany stołek barowy z pewnością posieją strach i zwątpienie w sercach naszych wrogów. Ja wolałbym jednak nosić ze sobą jakąś porządną armatę...
I co? Czy fani serialu mają już ochotę mnie zlinczować? He, he.
Podsumowując, wypada mi obiektywnie stwierdzić, że cały ten komputerowy Alias może okazać się wcale fajną gierką, może nawet mniej kiszastą niż serial, na którym jest oparta. A pisałem o niej źle, bo po pierwsze – nie cierpię tego telewizoryjnego odmóżdżacza, a po drugie - nie chciało mi się płodzić kolejnej hurra-optymistycznej zapowiedzi. Premiera jakoś tak niedługo ma nastąpić, więc sami się przekonamy jak to z tym Alias będzie...
Zapowiedź
- Alias
- PC
Alias
30.11.2003 00:11
Oglądaliście choć jeden odcinek tego serialu „Alias”? To znaczy, serialu „Agentka o stu twarzach” czy jakoś tak? Bo ja akurat właśnie jeden odcinek oglądałem. Taka sobie szmira telewizoryjna, babsko-szpiegowsko-sensacyjna. Ludzie się nią zachwycają, choć moim zdaniem z tych klimatów „Nikita” jest lepsza – przynajmniej Peta Wilson nie ma ust, które wyglądają jakby je zbyt długo trzymano przy rozgrzanym żelazku.




