Przypomnienie wydarzeń z pierwszego Wiedźmina - o powrocie Białego Wilka, część pierwsza

14.05.2011 15:05 | Autor: Sebastian Kejres

Zanim zasiądziemy do kontynuacji przygód Geralta, warto przypomnieć sobie, jak wyglądały losy wiedźmina w pierwszej odsłonie wydanej przez CD Projekt gry.

Więcej na temat:
Wiedźmin

  • Developer: CD Projekt Red Studio
  • Dystrybutor PL: CD Projekt
  • Premiera PL: 2007-10-26
  • Platformy: PC
  • przejdź do karty gry
Zdarzyło się to pięć lat po wojnie z Nilfgaardem. Niepokoje w Temerii przerażały prostaczków, a władykom przysparzały frasunku. Niewielu jednak zdaje sobie sprawę z tego, gdzie miał początek łańcuch zdarzeń, które w rezultacie doprowadziły do upadku Wielkiego Mistrza Zakonu Płonącej Róży.

Przez lata, jakie upłynęły od zakończenia wojny, wszyscy byli przekonani, że Geralt z Rivii poległ w starciu z motłochem. Jednak po tym czasie grupa zamieszkujących Kaer Morhen wiedźminów wraz z goszczącą u nich czarodziejką Triss Merigold znalazła na wpół żywego Białego Wilka w dolinie pod zamkiem. Stopniowo Geralt doszedł do siebie, jednak jego wyzdrowienie było złudne. Wiedźmin stracił pamięć, a co za tym idzie – wiele umiejętności, wynikających z nabytej wiedzy i doświadczeń. Nikt też nie wiedział, co się z nim przez te pięć lat działo.

Niedługo dane mu było cieszyć się spokojem i towarzystwem uroczej Triss. Sielankową atmosferę przerwała brutalna napaść. Gromada zbirów, wspierana przez magów i zawodowego zabójcę, zwanego Magistrem, zaatakowała Kaer Morhen. Wszyscy powiedzą, że był to napad z gruntu samobójczy. Jednak jego celem nie było wymordowanie wiedźminów, tylko kradzież nagromadzonej przez wieki wiedzy oraz sekretów związanych z mutacjami. I ten cel złoczyńcom udało się osiągnąć. Co więcej, w starciu poległ młody wiedźmiński czeladnik Leo, a Triss została ranna.

(Kliknij na obrazek, aby go powiększyć)

Wiedźmini są ponoć wypranymi z uczuć, bezdusznymi maszynami do zabijania. Jednak ich reakcja na zdarzenie była jak najbardziej emocjonalna. Oczywiście chcieli odzyskać skarby swojej wiedzy, ale też pragnęli zemsty – za to, że ktoś poważył się na atak, ale przede wszystkim za śmierć jednego z nich. Jak to bywa w opowieściach, wiedźmini rozeszli się na cztery strony świata, szukać sprawiedliwości i wendetty.

Co się zdarzyło na wyzimskim podgrodziu

Geralt z Rivii dotarł spokojnie pod mury temerskiej stolicy. Tu jednak nieoczekiwanie utknął. W okolicy szalała zaraza, miasto objęto kwarantanną i tylko osoby posługujące się stosownymi glejtami miały wstęp za mury. Chcąc nie chcąc, wiedźmin został zmuszony do postoju na podgrodziu. Wierzył, jak zresztą pokazała przyszłość – słusznie, że oddanie paru przysług okolicznej ludności pozwoli mu pozyskać stosowne dokumenty.
dodaj swoją opinię

Opinie (2):

Nick:*
Treść:*
 
Akceptuję regulamin serwisu i wyrażam zgodę na przetwarzanie przez Wirtualną Polskę S.A. moich danych osobowych dla celów związanych z zamieszczeniem opinii na stronach internetowych serwisu.
Wirtualna Polska S.A. w Gdańsku informuje, że zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, a ponadto Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych oraz ich poprawiania.
 
 

Dodana opinia pojawi się na liście za kilka minut

Dante (Gość) 2011-05-15 22:55:06

heh jak na razie prawie te same decyzje podejmowałem oprócz w banku- uznałem że wolę mieć już zakon jako sojusznika :P

brawo! Elfy to leszcze :D

Zgłoś do moderacji

r' (Gość) 2011-05-15 21:00:09

heh jak na razie prawie te same decyzje podejmowałem oprócz w banku- uznałem że wolę mieć już zakon jako sojusznika :P

Zgłoś do moderacji

przejdź do forum wszystkie opinie (2)
obrazek
Copyright © 1995-2012 Wirtualna Polska

Proszę czekać - ładowanie treści...