Materiał z cyklu:
Styczeń nagradzania

Najciekawsze gry 2011 - The Elder Scrolls V: Skyrim

12.01.2012 15:01 | Autor: Dominik Gąska

Kontynuujemy przypominanie najciekawszych gier minionego roku. Tym razem na ruszt idzie Skyrim. Dlaczego jest to gra warta uwagi wiecie już z naszej recenzji. Dla wielu z nas stała się ona jednak czymś znacznie więcej.

Więcej na temat:
The Elder Scrolls V: Skyrim

  • Developer: Bethesda Softworks
  • Dystrybutor PL: Cenega Poland
  • Premiera PL: 2011-11-11
  • Platformy: PC PS3 X360
  • przejdź do karty gry
On nawet nie miał imienia.

Nie miał, bo nie musiał. Pełnił funkcję wyłącznie użytkową. Nie nadajesz imienia szklance. Nie nadajesz imienia samochodowi. Nie nadajesz imienia wirtualnemu koniowi.

Uruchamiając Skyrima, zdecydowałem, że nie będę korzystał z opcji szybkiego podróżowania, nauczony doświadczeniami z Morrowinda i Obliviona, że najciekawsze w tych grach jest to, co dzieje się przypadkiem, po drodze, to, co odkrywamy sami. Naczytawszy się w Internecie, że gra się dużo fajniej, kiedy całe podróżowanie wykonujemy, samodzielnie przemierzając świat gry, zamiast wygodnego, ale jakoś zbyt upraszczającego sprawę klikania w odpowiednie lokacje na mapie świata. A poza tym stwierdziłem, że chcę, jak za dawnych czasów, postawić sobie przed rozpoczęciem gry jakieś wyzwanie i zrobić wszystko, by mu sprostać. Żeby pokazać, że potrafię. ŻE JESZCZE COŚ POTRAFIĘ I ŻE NIE JESTEM BEZNADZIEJNY, I NIECH MNIE KTOŚ PRZYTULI, I… Po prostu potrzebowałem jakiegoś małego zwycięstwa.

No i podróżowałem tak na piechotę, od jaskini do jaskini, od wioski do wioski (i – dość szybko – pierwszego miasta), a przed miastem są stajnie, a w stajniach konie. Koń! Jasne, koń. Akurat teraz, kiedy otworzyły się przede mną równiny Skyrima, będzie jak znalazł. Wysupłałem z trudem (i nie od razu) tysiąc sztuk złota, sprzedawca powiedział, że to tanio, bo 7-latek, ale żwawy. No, to go wziąłem.

Żwawy to mało powiedziane! Z jakiegoś powodu programiści Skyrima zdecydowali, że konia obowiązywać będą te same skrypty sztucznej inteligencji co towarzyszy, zwierzę stawiało więc sobie za punkt honoru natychmiastowe atakowanie każdego przeciwnika, który stanowił dla mnie zagrożenie. Wystarczyło z niego zsiąść, a rzucał się na wrogów jak samonaprowadzająca rakieta, z pianą na pysku i rządzą mordu w ślepiach. Nie chciałem tego. Zabierał mi całą zabawę. Wchodził w drogę. Rety, miał być po prostu środkiem transportu. Czymś, dzięki czemu szybciej znajdę się w miejscu docelowym, bez łamania obietnicy nieużywania opcji szybkiej podróży. Miał być środkiem do celu, ale nie tego celu, który przypadkiem spełniał. Zły koń. Zły.

Zdjęcie
Nie, to nie jest mój koń, to jakiś inny koń z Internetu

Zacząłem więc przed wkroczeniem na niebezpieczne tereny pilnować, by koń znajdował się trochę dalej, by nie wchodził w kontakt z wrogami. Nie dlatego, że jakoś szczególnie martwiłem się o jego los, raczej dlatego, że irytował mnie swoim bezmyślnym zachowaniem, na kilometr śmierdzącym regułami sztucznej inteligencji (widział kto kiedyś prawdziwego konia, szarżującego na wszystko, co się rusza?). Swoim rzucaniem się na każdego w zasięgu wzroku, przez co później musiałem go szukać. Starałem się zawsze zostawiać go we w miarę charakterystycznym miejscu, by potem nie mieć problemu z jego zlokalizowaniem. Owszem, w razie „zgubienia” konia można go później znaleźć w stajni po użyciu opcji szybkiej podróży, ale… no właśnie. Robiłem wszystko, by swojego konia nie zgubić.

I coś się stało. W tej rutynie doszedłem w końcu ze swoim koniem do porozumienia. Ja brałem pod uwagę jego szalony temperament i zostawiałem go w pewnym oddaleniu od miejsca akcji. On odwdzięczał się, nieruchomo tkwiąc tam, gdzie mu kazałem, w gotowości do służenia mi jako środek transportu. Do pełnienia swojej wyłącznie użytkowej roli, do zastępowania mi szybkiej podróży. Przyzwyczaiłem się do tego. Do niego.

Z tego samego strachu przed zgubieniem go po przyjeździe do miasta zawsze zostawiałem konia w stajni. Tak, żeby nie zastanawiać się później, gdzie posiałem go tym razem – stajnie były oczywistym wyborem. To mogło być wszystko, pierwsze drzewo po lewej stronie młyna w wiosce Z, ale były to stajnie, bo w zasadzie czemu nie? No i jakoś tak z questa na quest, z wyprawy na wyprawę przyzwyczaiłem się do traktowania swojego wirtualnego konia tak, jak traktowałbym prawdziwego konia. Gdybym miał prawdziwego konia i wiedział, jak go traktować.

To była chyba największa wyprawa od początku rozgrywki. Z miasta ruszyłem najpierw w kierunku lokacji, w której zaczyna się grę. Owa startowa lokacja, teren miasteczka zrujnowanego przez atak smoka, oczywiście opanowana była przez bandytów. Konia zostawiłem przy bramie wyjazdowej i poszedłem zabijać bandytów. Kiedy z nimi kończyłem – zmierzchało.

Aż trudno uwierzyć, że stoczona niedługo później leśna walka z wiedźmami odbyła się w nocy wyłącznie za sprawą przypadku. Wiele innych gier zaordynowałoby tu zmierzch zaplanowany wcześniej przez twórców – w Skyrimie tak się po prostu zdarzyło, że było bardzo ciemno. Fruwające wokół kule ognia i efekty rzucanych czarów robiły dzięki temu większe wrażenie. No i jakoś to pasowało. Walka o zapomniany sztylet, mający ułatwić ucięcie kawałka kory starożytnego drzewa, toczona z leśnymi wiedźmami w nocy. Nie powinno być inaczej. Konia zostawiłem daleko, bo nie chciałem, żeby pakował mi się między cele. Szukałem go dość długo po starciu – szczególnie że wciąż było ciemno. Ale czekał spokojnie na drodze, tam gdzie go zostawiłem, trochę w dole zbocza.

Kiedy wyjeżdżałem z lasu, już świtało. Dwa wilki i pająk, normalna sprawa. Zsiadłem z konia, walczę, koń w międzyczasie ucieka, OK. Znajdę go, jak skończę potyczkę. Ale nie ma. Nie ma go w żadnym kierunku w odległości, w jakiej na ogół był. Trochę się niepokoję, nie wiem czym. Wchodzę na pochyły kamień, wznoszący się nieco nad ziemię. W oddali wąwóz, tam zwłoki konia. Mojego? Nie, raczej nie, tak daleko by chyba nie odbiegł. Nigdy nie odbiegał. No, ale sprawdzę. Kiedy jestem tuż obok zwłok – pojawia się niedźwiedź! Twardy skurczybyk, z trudnością go zabijam. Z trudnością i z nadspodziewaną furią, bo już przeczuwam, co się wydarzyło. Tak, to mój koń.

Mogłem wczytać grę, ale nie zrobiłem tego, bo nie chciałem skreślać tego, co właśnie przeżyłem. A coś przeżyłem na pewno. Bo zapaliłem przy jego zwłokach pieprzoną pochodnię.

Zdjęcie
Tak, to jest mój koń

A on nawet nie miał imienia...

PS. Po tych wydarzeniach na własnych nogach dotarłem do pobliskiej wioski, wszedłem do tawerny, a tam stały bywalec (na takiego przynajmniej wyglądał) proponuje mi zawody w piciu lokalnego, supermocnego trunku. A żebyś wiedział, że tak – mówię – i topię swoje wirtualne żale w wirtualnym alkoholu. I budzę się z potężnym kacem w jakiejś świątyni, którą podobno zrujnowałem poprzedniej nocy. W mieście na drugim końcu mapy.

Od tego momentu nie uruchomiłem ponownie Skyrima. Nie wiem, co dalej, ale wiem, że nie zamierzam kupować nowego konia – przynajmniej na razie...
Ten materiał należy do cyklu: Styczeń nagradzania Drugi miesiąc tematyczny obraca się wokół pojęcia "nagrody". Oprócz tekstów...

Ostatnie materiały z cyklu

Materiał

Najciekawsze gry roku - Mortal Kombat

31.01.2012 12:01

A było się czego obawiać. Głównymi atutami pierwszej części, obok nieskrępowanej i realistycznej jak na swoje czasy brutalności, był cały szereg rewolucyjnych rozwiązań – fatality, „fotorealistyczna” grafika czy prosty do opanowania system sterowania. Twórcy mieli z pozoru dwie możliwości: albo ubrać...

więcej
Materiał

Poziom trudności – kara czy nagroda?

23.01.2012 16:01

Kochamy gry wideo z wielu powodów. Pozwalają zrelaksować się po ciężkim dniu, niektóre zmuszają do wytężenia szarych komórek, jeszcze inne wciągają w swój świat fantastycznie opowiedzianymi historiami. Co sprawia jednak, że wielu graczy przedkłada swoje ulubione hobby ponad inne formy rozrywki? Nagroda,...

więcej
dodaj swoją opinię

Opinie (31):

Nick:*
Treść:*
 
Akceptuję regulamin serwisu i wyrażam zgodę na przetwarzanie przez Wirtualną Polskę S.A. moich danych osobowych dla celów związanych z zamieszczeniem opinii na stronach internetowych serwisu.
Wirtualna Polska S.A. w Gdańsku informuje, że zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, a ponadto Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych oraz ich poprawiania.
 
 

Dodana opinia pojawi się na liście za kilka minut

Gamer (Gość) 2012-01-21 20:56:54

witam dla mnie skyrim , wydał się wystarczająco epicki by by poświęcić mu trochę czasu wiadomo każdy ma swój gust ale ja serdecznie polecam tą ze względu na mnogość questów ,dobrą grafikę , oraz za sam klimat który jest szczególna zaletą tej gry. i szacun dla kolegi niżej za 800 godzin rozgrywki pozdro .

Zgłoś do moderacji

Varcan (Gość) 2012-01-21 15:09:28

mam przeszło 800 godzin w Skyrim a licznik ukończenia gry wskazuje na 11% :) jak słysze / czytam że ktoś przeszedł Skyrim to przypomina mi się /motto/ "przeszedłem WoW'a i smutmo mi teraz ". Nie da sie przejść Skyrim w dzień ... co dopiero 1-8 h... bez jaj panowie, nawet jeśli komuś się udało ukończyć podstawową (główną) kampanię questów to i tak nie oznacza to przejścia gry. apropo.. SKyrim nie posiada nieskończonej liczby questów (jest tam skrypt który automatycznie pisze nowy quest gdy poprzedni został ukończony). wykuł ktoś luk który zadaje przeszło 10 000 obrażeń ?? bądź wbił powyżej 50 lvla .. w 8 h ? ... jak w ogóle w tydzień ... Nie i hói nie da sie przejść Skyrim :D no chyba że ktoś jedzie na kodach / czitah ... to sorry. tego wtedy grą nazwać się nie da.

Zgłoś do moderacji

gość (Gość) 2012-01-21 10:53:07

Ja pierwszy raz przeszedłem Skyrim bez TP bo o nim nie wiedziałem, więc zabrało mi jakies 2 czy 3 dni.
Natomiast gdy drugi raz się za niego zabrałem odkryłem, że jest coś takiego jak teleportacja, więc grę ukończyłem w jakies od 6-10 H, więc dla przyjemności radzę grać bez TP.

Zgłoś do moderacji

Poszukiwacz (Gość) 2012-01-18 04:22:04

dragosoni,
u mnie grubo ponad 100 godzin a się teleportuje. To ile ja musiałem pozwiedzać.

Zgłoś do moderacji

wytrawny_troll 2012-01-17 10:34:00

"Spoko, mi na twoim miejscu też by było głupio, że mam problemy z czytaniem."
@Knessy. Hehehe a podobno to ja tu uprawiam trolling.
A właśnie puściłeś mega trolla roku.Gratuluję. Idź do piaskownicy i odbierz grabki.Może do czegoś ci się przydadzą.No i sprawdź w słowniku co znaczy słowo "aluzja". Czytaj ze zrozumieniem.Pozdrawiam.He he he.

Zgłoś do moderacji

fribbe 2012-01-16 11:32:18

Wybaczcie panowie lecz musiałem to wtrącić:
Dominik G. aka "Dobry Duszek" dowiadujący się o Skyrimie historia prawdziwa:

http://www.youtube.com/watch?v=c9eGtyqz4gY&feature=player_embedded

Zgłoś do moderacji

Knessy (Gość) 2012-01-15 22:40:31

@wytrawny_troll. Spoko, mi na twoim miejscu też by było głupio, że mam problemy z czytaniem.
@dragosoni. Ja tam czuję "szacun" dla wszystkich, którzy w ogóle tyle czasu w to grają. Ja sobie dałem spokój gdzieś po 40h gdy zobaczyłem, że epickość tego świata to tylko takie bajerowanie na początku i gra nie ma nic ciekawego do zaoferowania pod względem fabuły. Mimo, że wolę fantasy, wróciłem do New Vegas.

Zgłoś do moderacji

dragosoni (Gość) 2012-01-15 13:22:00

szacun dla wszystkich, którzy nie korzystają z opcji szybkiego przemieszczania się. Ja mam nabite już 90 godzin gry, a nie chodzę wszędzie na piechotę.

Zgłoś do moderacji

rumcajs (Gość) 2012-01-14 16:04:46

Dominiku! Faktem jest że w nieczystych rządzisz, ale ten tekst... Gdyby traktować go jako recenzję (co prawda za dużo informacji na temat samej rozgrywki czy fabuły tu nie ma) kupiłbym ją bez wahania. Może i się nie znam, ale tekst jest DLA MNIE perełką na tym portalu.

Zgłoś do moderacji

mpiwo 2012-01-13 12:56:21

@mani

Bo autor gra na konsoli, więc nie może zrobić zrzutu ekranu :)

Zgłoś do moderacji

przejdź do forum wszystkie opinie (31)
obrazek
Copyright © 1995-2012 Wirtualna Polska

Proszę czekać - ładowanie treści...