• Felieton

Materiał z cyklu:
Retro

Retro - The Fantastic Adventures of Dizzy

28.01.2012 14:01 | Autor: Mateusz Gołębiowski

Zanim Codemasters wymyślili koło i zaczęli używać go do tworzenia najlepszych gier wyścigowych w branży, wcześniej wynaleźli jajko. Ubrali je w czerwone buty i rękawice, po czym zafundowali mu pełną niebezpieczeństw przygodę.
Może i brzmi to niepoważnie czy mało atrakcyjnie, jednak tysiące graczy na całym świecie uznały, że to niesamowity pomysł. Tak właśnie powstała jedna z najsławniejszych serii końca lat osiemdziesiątych, która zdominowała komputery osobiste w tamtym okresie. Mowa oczywiście o Dizzym.

Zdjęcie
Większość gier z jego udziałem nie różniła się zbytnio od siebie. Mimo to najbardziej urzekła mnie The Fantastic Adventures of Dizzy, w którą miałem przyjemność zagrać wiele lat temu na poczciwym Pegasusie. To jeden z tych tytułów, które bardzo często gościły na ekranie mojego telewizora. Może i gra nie była przepełniona akcją jak Contra, a sterowanie pozostawiało wiele do życzenia, jednak zabawa okazała się przednia i wielokroć sprawiała, że ciśnienie skakało mi do granic możliwości.

Historia w The Fantastic Adventures of Dizzy jest doskonale wszystkim znana. Dawniej do każdego bohatera gry dodawano w pakiecie ukochaną, która oczywiście wpadała w tarapaty. I nie inaczej było tym razem. Dziewczyna Dizzy`ego miała na imię Daisy, a jej porywaczem był niegodziwiec o imieniu Zak. Los sprawił, że stał się on złym czarnoksiężnikiem, który nie dość, że trudnił się porywaniem cudzych kobiet, to na dodatek był solą w oku większości mieszkańców krainy. W ten oto sposób nasz protagonista stanął przed szeregiem zadań, które nie należały do najłatwiejszych. Nie dość, że musiał uratować swoją lubą, to także zmuszony był ponaprawiać szkody wyrządzone przez Zaka.

The Fantastic Adventures of Dizzy to niezwykła platformówka, która łączy elementy zręcznościowe z czysto logicznymi zagadkami rodem z najlepszych gier point and click. Dizzy oprócz zwykłego łażenia i skakania był w stanie nieść do trzech przedmiotów, które znajdowaliśmy w trakcie wędrówki. Służyły one do ratowania najbliższych, jak i do dostawania się w nowe zakątki ogromnej krainy, jaką było dane nam zwiedzać. Dodatkowo byliśmy zmuszeni do zbierania gwiazdek, bez których konfrontacja z Zakiem byłaby niemożliwa. Nietrudno zgadnąć, że były one często porozmieszczane w najbardziej niedostępnych częściach mapy.

Jakby tego było mało, Codemasters dodali do The Fantastic Adventures of Dizzy szereg minigier, które doskonale łamały monotonię podstępnie wkradającą się do tego typu tytułów. Musieliśmy w nich strzelać do trollów oblegających zamek, przepływać rwący potok w beczce, a nawet wydostać się z morskich głębin przy pomocy bąbelków powietrza. Oczywiście za ich przejście dostawaliśmy nowe przedmioty, przenosiliśmy się w niedostępne wcześniej lokacje, jak i byliśmy nagradzani drogocennymi gwiazdkami.

Zdjęcie

W tym momencie warto wspomnieć o pewnej cesze tej wspaniałej gry – była ona niesamowicie trudna! Wszystko wokół próbowało nas zabić i to z ogromną zawziętością. Dizzy padał ofiarą pająków, małych myszy, kropel wody, a nawet i napotykanych postaci. Na dodatek w niczym nie pomagał nam kształt bohatera. Dizzy`emu zdarzało się przeturlać parę metrów po oddanym wcześniej skoku, co często pakowało go w jakąś przepaść czy wprost w objęcia agresywnego zwierza. Jedynym naszym wybawieniem były owoce zmniejszające pasek naszego uszczerbku na zdrowiu, jak i puzzle, które po ułożeniu ofiarowywały dodatkowe życie. Szkoda tylko, że obie te rzeczy występowały w ograniczonych ilościach i bardzo szybko się kończyły.

W The Fantastic Adventures of Dizzy zawsze zachwycała mnie oprawa, zarówno graficzna, jak i dźwiękowa. Gra prezentowała się przepięknie jak na tamte lata. Wszystko było kolorowe, ślicznie narysowane, a każda nowa lokacja posiadała unikalny wygląd. Całości dopełniała cudowna muzyka, która potrafi wracać do mnie po dziś dzień.

Przyznam się bez bicia, że The Fantastic Adventures of Dizzy nigdy nie przeszedłem, a próbowałem wiele razy. Mój biedny Pegasus bardzo cierpiał z tego powodu, gdyż potrafiłem zostawiać go włączonego przez kilka dni, zaliczając codziennie kolejne sekcje gry. A działo się tak nie raz i nie dwa. Jednak nigdy nie powiem, że był to czas stracony! Jeżeli po tylu porażkach ciągle zawzięcie do niej wracam, to świadczy to tylko o jednym – The Fantastic Adventures of Dizzy to gra wybitna! Z czystym sumieniem polecam wszystkim przygody bohaterskiego jajka.
Ten materiał należy do cyklu: Retro Przygotujcie się na powrót do korzeni gier. Nasz nowy cykl...

Ostatnie materiały z cyklu

Materiał

Retro - Captain America and The Avengers

20.05.2012 12:05

O ile moje umiejętności matematyczne mnie nie zawodzą, to aż 6 lat przemysł filmowy kazał nam czekać na kinową wersję The Avengers . Z tego, co udało mi się usłyszeć z różnych źródeł, ponoć było warto, jednak ja wolę sprawdzić to osobiście. Gracze zaś dostali swoich Mścicieli już w 1991 roku za sprawą...

więcej
Materiał

Retro - Gun.Smoke

06.05.2012 11:05

Już na Atari 2600 mogliśmy brać udział w pojedynkach na pistolety w Outlaw czy nawet uganiać się bez spodni za Indiankami w Custer’s Revange . My jednak zajmiemy się NES-owym portem pewnej strzelaniny, która odegrała niemałą rolę w świecie gier. W Gun.Smoke poznajemy Billy’ego Boba – łowcę nagród,...

więcej
dodaj swoją opinię

Opinie (13):

Nick:*
Treść:*
 
Akceptuję regulamin serwisu i wyrażam zgodę na przetwarzanie przez Wirtualną Polskę S.A. moich danych osobowych dla celów związanych z zamieszczeniem opinii na stronach internetowych serwisu.
Wirtualna Polska S.A. w Gdańsku informuje, że zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, a ponadto Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych oraz ich poprawiania.
 
 

Dodana opinia pojawi się na liście za kilka minut

DizzyFAN (Gość) 2012-02-06 01:00:18

Ja Dizzy przeszedłem po wielu miesiącach grania. Z kumplem graliśmy do skutku, w szkole wymienialiśmy swoje wrażenia :) Ale to pomagało, można było nieco przyśpieszyć odkrywanie kolejnych etapów gry. Jednak w końcu znalazłem te 100 gwiazdek, wlazłem na wieże do Zaksa i uratowałem pannę "jajogłową" :)

Najlepsza gra 8-bitowa. Świetnia pod względem grafiki, doskonale rozplanowana, z kilkoma mini gierkami. Do tego fantastyczna oprawa muzyczna.

Zgłoś do moderacji

logan (Gość) 2012-02-05 22:36:43

Jak autor tego artykułu spędziłem mnóstwo czasu nad przejściem tej gry, ale nigdy się nie udało. I podobnie jak on - nie żałuję ani minuty. Dzisiaj największe wrażenie robi rewelacyjne niedziękowanie.

Zgłoś do moderacji

Marko (Gość) 2012-02-02 13:53:20

@Greg

Zgłoś do moderacji

Greg (Gość) 2012-02-01 14:54:20

Łezka w oku się kręci, na wspomnienie o tej genialnej grze. Przeszedłem ją tylko raz, zajęło mi to około 2 godziny i było poprzedzone rozpisaniem optymalnego planu przejścia gry (prawie miesiąc to robiłem!!!), tak by nie wracać dwa razy w te same miejsca. Prawie wszystkie życia wytraciłem na ostatnim etapie gry, czyli wspinaczce w wieży Zaksa. Ale warto było ;)

Zgłoś do moderacji

solmyrair (Gość) 2012-01-30 15:18:04

Warto jeszcze wpomnieć, że chodzą pogłoski, jakoby obecnie trwały prace nad produkcją czegoś na styl dawnego dizziego. Podobno całkiem możliwe, że lada miesiąc wyjdzie jakaś odnowiona, oraz bardziej rozbudowana wersja tej gierki na PS3.

Zgłoś do moderacji

lemonka89 2012-01-30 14:45:36

ile godzin spędziłam nad tym męcząc się żeby to przejść.. ale w końcu po wieeelu próbach i godzinach udało się! wtedy ta duma.. :D to były czasy :)

Zgłoś do moderacji

kotowate (Gość) 2012-01-30 12:54:40

Taka dodatkowa informacja: Oliver Twins stworzyli Dizzyego, a Codemasters byli wydawcą. Jest to o tyle ważne, że bracia Oliver nie potrafili za bardzo rysować, ani nie było ich stać wtedy na zatrudnienie grafików, więc najprostsze, co wymyślili, co mogłoby być animowane, to jajko z łapkami. I to dlatego Dizzy wygląda tak, a nie inaczej :)

Zgłoś do moderacji

solmyrair (Gość) 2012-01-30 11:52:05

Złota Piątka (na pegazusa) to była w zasadzie chyba najlepsza seria gier na tą platformę.. Dizzy to chyba jakieś 4-5 godzin ciągłej gry o ile dobrze pamiętam (obczajonej oczywiście z wyrysowaną mapką torów i zapamiętanym położeniem różnych przedmiotów). Naturalnie brakowało w tej grze jedynie opcji save. Chociażby w kilku miejscach..

Zgłoś do moderacji

jajecznica (Gość) 2012-01-30 09:16:09

W poczciwego dizziego pocinałem najpierw na Zx Spectrumie, potem na commodore 64 na kasecie. Dizziego wyszło kilka czesci ale ja najbardziej lubiłem 4. Utworek z gry zdarza mi się gwizdać pod prysznicem przed pójsciem do pracy. Tyle lat już minęło a ja wciąż go pamiętam. Stare dobre czasy. Dzieki za te opisy staroci. Wyszło wtedy tyle zarąbistych tytułów, wartych przypomnienia. Przez moment poczułem się jak dzieciak.

Zgłoś do moderacji

jahras (Gość) 2012-01-29 09:44:50

Grałem w tę część, ale z małymi sukcesami.

Pamiętam za to doskonale Fantasy World Dizzy i Magicland Dizzy na A500, tą drugą udało mi się nawet skończyć, ale Fantasy World Dizzy to wg mnie najlepsza część :)

Zgłoś do moderacji

przejdź do forum wszystkie opinie (13)
obrazek
Copyright © 1995-2012 Wirtualna Polska

Proszę czekać - ładowanie treści...