• Felieton

  • PC
Materiał z cyklu:
Gry z podziemia

Gry z Podziemia: I'm O.K – A Murder Simulator

19.02.2012 08:02 | Autor: Michał Stopa

Zwykły człowiek, któremu 14-letni bandyta zabija syna, postanawia wziąć sprawy w swoje ręce i ukarać wszystkich winnych, a także luźno powiązanych z tym zdarzeniem oraz tych, którzy się akurat nawiną. Max Payne niech się schowa.
Z zasady staram się unikać wplatania polityki w swoje teksty, ale tym razem jest to niemożliwe. Omawiana gra została bowiem zaprojektowana pod wpływem wielkiej nagonki na nasze medium, jaka miała miejsce w Stanach Zjednoczonych około 2005 roku, a której przewodził sławny skądinąd były prawnik Jack Thompson. Ów pan głośno i wytrwale sprzeciwia się przemocy w grach, nazywając je symulatorami morderstw. W ramach swojej kampanii przeciwko brutalnym produkcjom napisał list otwarty do projektantów i wydawców, w którym zasugerował, że jeśli ktokolwiek stworzy grę według jego scenariusza, on sam wpłaci 10 tysięcy dolarów dowolnej organizacji charytatywnej wybranej przez ówczesnego szefa Take-Two, Paula Eibelera. Thompson sądził, że studia będą bały się opracować tytuł, w którym zabija się ich pracowników oraz ich rodziny. Nie wiedział podówczas, że w koncepcie brutalnej gry został prześcignięty przez Running With Scissors, autorów Postala 2. Nie przeszkodziło to jednak ludziom z Thompsonsoft w wypuszczeniu satyrycznego dzieła dokładnie według jego scenariusza, a konkretnie platformówki akcji a'la seria Metal Slug, pod tytułem I'm O.K – A Murder Simulator. Treść wspomnianego listu mówi sama za siebie.

„Osaki Kim jest ojcem nastoletniego chłopca pobitego na śmierć kijem bejsbolowym przez czternastoletniego gracza. Morderca obsesyjnie grał w brutalny tytuł, w którym jednym z preferowanych narzędzi zbrodni był kij. We wprowadzeniu do gry morderca zostaje skazany „tylko” na dożywocie po tłumaczeniach ekspertów na temat wpływu na niego brutalnych gier. Osaki Kim, wychodząc z sądu, przysięga zemścić się na przemyśle growym. [...] O.K. łapie samolot z Los Angeles do Nowego Jorku, po czym dociera do domu prezesa firmy Take This, która stworzyła symulator morderstw, na którym ćwiczył zabójca jego syna. Mści się na pani prezydent Pauli Eibel, zabijając ją razem z mężem i dziećmi. Oko za oko – mówi O.K., sikając na otwarte mózgi rodziny Eibelów”...

Gramy bez komentarza w I'm O.K – A Murder Simulator.

Myślę, że to wystarczy. Pan Osaki Kim robi później jeszcze inne brutalne rzeczy. Na początek morduje pracowników firmy prawniczej broniącej przemysłu growego, potem zabija dzieciaki w gralni arcade, wycina w pień obsługę sklepów Best Buy, Circuit City i innych, które sprzedają gry, a na sam koniec pozbawia życia szefów prawie całego przemysłu growego na targach E3. Wszystko to w kolorystycznej oprawie rodem z SNES-a, z dość detaliczną pikselową grafiką.

Sądzę, że ta gra nie wymaga komentarza. Dalsza historia pomysłodawcy po jej premierze jest nie mniej interesująca. Jack Thompson odmówił bowiem wpłacenia pieniędzy, twierdząc, że „tylko żartował”. Śledzący całą akcję autorzy webkomiksu Penny Arcade zrobili to za niego, podpisując czek: „Za Jacka Thompsona, bo Jack Thompson nie chciał”. Jack Thompson zagroził im pozwem, jeśli nie zdejmą tych informacji ze swojej strony. Groził również innym autorom webkomiksów, którzy poparli Penny Arcade, w tym autorowi VGCats.com. Groził wszystkim, którzy opublikowali tę historię, między innymi portalom internetowym o grach (Joystiq, GameSpot) i growej prasie. Wysłał szeryfowi Seattle zawiadomienie o „wymuszeniu pieniężnym” przez wspomnianych powyżej. W e-mailach do zainteresowanych wyzywał autorów Penny Arcade od „moralnych karłów”. Wysłał faks o „wymuszeniu” do Johna McKaya, prokuratora stanu Waszyngton, żeby ściągnąć na całą sprawę uwagę FBI. Potem pogroził jeszcze raz wszystkim powyższym. Aż w końcu, w 2008 roku, za jego nieodpowiednie zachowanie zostało mu odebrane prawo do wykonywania zawodu. Sprawiedliwość nierychliwa, ale dosięgająca kogo trzeba.

I'm O.K – A Murder Simulator
Do ściągnięcia STĄD
Cena: Za darmo
Ten materiał należy do cyklu: Gry z podziemia Małe, niezależne, po prostu świetne. Świat nie kończy się na...

Ostatnie materiały z cyklu

Materiał

Gry z Podziemia: Earworm

16.02.2012 15:02

Gatunek gier muzycznych, po kilku latach pozornie niekończącej się popularności, ponownie wpadł w marazm. Jest wiele teorii odnośnie przyczyn tego zjawiska – może koncept stał się zbyt oklepany dla odbiorców lub brak innowacji w tej dziedzinie znudził graczy? A może ludziom po prostu skończyło się miejsce...

więcej
Materiał

Gry z podziemia - Dash and the Stolen Treasure

05.02.2012 14:02

Życie pirata to nie sielanka. Wszyscy myślą, że to tylko kwestia zdobycia łodzi, załogi i mapy do skarbu oraz może zdolności wokalnych i braku higieny. Tymczasem Twoim codziennym i największym z problemów są... inni piraci. Wracając z kolejnej łupieżczej wyprawy, sam możesz stać się celem innej bandy...

więcej
dodaj swoją opinię

Opinie (3):

Nick:*
Treść:*
 
Akceptuję regulamin serwisu i wyrażam zgodę na przetwarzanie przez Wirtualną Polskę S.A. moich danych osobowych dla celów związanych z zamieszczeniem opinii na stronach internetowych serwisu.
Wirtualna Polska S.A. w Gdańsku informuje, że zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, a ponadto Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych oraz ich poprawiania.
 
 

Dodana opinia pojawi się na liście za kilka minut

heh (Gość) 2012-02-19 14:41:18

@vic - rzecz nie w tym na co Thompson chciał zwrócić uwagę, ale sposób w jaki się do tego zabierał. Choć temat jest dużo szerszy niż omawia go ten tekst, jedno pozostaje prawdą - prawnik zachowywał się niestosownie i zamiast argumentować swoje przekonania, zrobił przedstawienie któremu równać się mogło tylko rzucanie ekskrementami przez małpy. Zachowując się w ten sposób, podminowywał swoją pozycję, aż w końcu został za to ukarany.

Zgłoś do moderacji

vic (Gość) 2012-02-19 12:07:01

Podsumowując: wszystko dobrze się zakończyło i sprawiedliwości stało się zadość - zły boss Thompson został ukarany, a przemoc w grach (ku uciesze graczy) nadal ma się bardzo dobrze i (ku większej radości graczy?) jest jej coraz więcej. A przecież ten człowiek, Thompson, miał wiele racji. Kiedyś gry bawiły, teraz bawi przemoc, to nic, że wirtualna. I unikałbym raczej generalizowania; wiem, ile przemocy jest w Tetrisie. Wiadomo przecież, o co chodzi, prawda? Przemoc w grach jest i ma się całkiem dobrze. Drastyczne sceny bawią, zamiast przerażać, Molyneux w "Fable 3" w widowiskowy sposób rozdziera wilka na pół. Taki tam przykład, pierwszy z brzegu...O co mi chodzi? O nic. Są różne gusta, i dotyczy to także gier. Tylko gdzie jest ta ostateczna granica - moralna, etyczna - którą twórcy gier będą bali się przekroczyć? Czy w ogóle taka istnieje?

Zgłoś do moderacji

Dante (Gość) 2012-02-19 10:54:14

HAHAHA. dobre, nie mogę :D (mówie o historii tego Thompsona)

Zgłoś do moderacji

przejdź do forum wszystkie opinie (3)
obrazek
Copyright © 1995-2012 Wirtualna Polska

Proszę czekać - ładowanie treści...